Featured

sobota, 23 września 2017

Najlepsza książka na jesień według bloggerów


Dni coraz krótsze, a noce coraz dłuższe i zimniejsze. A to oznacza jedno... więcej czasu na czytanie. Nie wiecie po jaką książkę sięgnąć? Mam dla Was spis tytułów polecanych przez blogerów. Miłego czytania :)


Katarzyna Musiał z bibliotecznie


Jesiennie wieczory wcale nie muszą być takie złe, ale na wypadek, gdyby pogoda nie dopisała, warto zaopatrzyć się w ciekawe lektury. Ja proponuję powieść obyczajową Ireny Matuszkiewicz pt. Przeklęte, zaklęte. Choć nie jest to powieść akcji, sensacja czy kryminał, warto po nią sięgnąć i poznać losy pięciu kobiet z jednego rodu. Śledzimy ich życie, obfitujące w radości i smutki. Wraz z nimi dokonujemy trudnych wyborów dotyczących dalszej drogi, miłości, nauki i pracy. Klątwa, rzucona na nie przez Cygankę, postrzegana jest różnie przez kolejne pokolenia, ale nie da się zaprzeczyć, że u każdej dziewczyny trochę namieszała... Gorąco polecam!




 
Najlepsza książka na jesień to taka, która przypomni lato, pozwoli stęsknić się za ciepłem wakacyjnych dni, tak by wypatrywanie kolejnych nie kojarzyło się ze smutkiem. Dla mnie taką książką jest Sekretne życie pszczół Sue Monk-Kidd, której akcja dzieje się w upalnej Karolinie Południowej. Jej prostota, połączona z wyrazistymi bohaterami sprawia, że warto zagłębić się w tę historię, kiedy za oknem szaro-buro i nijako. Zwłaszcza, że ciepło bije z każdej przeczytanej strony.



Beata Matuszewska www.recenzje-beaty.blogspot.com  

 

Najlepsza książka na jesień jak dla mnie to Jutro będziemy szczęśliwi Anny Dąbrowskiej. Jest to hipnotyzująca i niesamowita opowieść o sile miłości, magii świąt i trudnych wyborach, które musimy podjąć. Wciąga, fascynuje i pozostawia po sobie ślad. Niezwykła historia, która tak naprawdę porusza ważne problemy i skłania nas do refleksji nad własnym życiem. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości to zapraszam do przeczytania książki, a przekonacie się sami.


Róża z www.lawendowa-kraina.eu

Według mnie najlepszą książką na jesień 2017 roku jest Jutro będziemy szczęśliwi Anny Dąbrowskiej. Historia Zuzy i Adama wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji. Z jednej strony rozumiałam decyzję Adama, który zataił przed ukochaną prawdę i urwał kontakt, z drugiej strony byłam zła, że nie walczy o swoją miłość. A Zuza ? Chcąc odciąć się od przeszłości, postanawia wyjechać z miasta. Czy coś lub ktoś przekona ją do zmiany decyzji ? Ja z każdą przeczytaną stroną tej historii byłam urzeczona warsztatem literackim autorki, która potrafiła tak interesująco opowiadać, że nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca tej historii. Były momenty, że śmiałam się, ale także momenty, gdy płakałam, przeżywając perypetie bohaterów.





Traktat o łuskaniu fasoli według mnie jest idealną książką na jesień. Powieść jest monologiem mężczyzny, który opowiada i podsumowuje swoje życie. Autor przekazuje czytelnikowi myśli i prawdę o człowieku, bez zbędnych, górnolotnych określeń, używając prostego języka, aby jak najlepiej oddać swoje uczucia. Traktat jest wędrówką po zakamarkach umysłu i duszy autora. Czytając tę książkę możemy przystanąć na chwilę w pędzącym świecie i zastanowić się nad samym sobą, książka zmusza do myślenia, nie jest jednak lekturą ciężką. Według mnie jest obowiązkową pozycją na długie jesienne wieczorne rozmyślania.

Jeśli w jesienny wieczór dopadnie Cię chandra - nie daj się.
W takiej chwili najlepsza będzie książka, która pokaże jak cieszyć się z małych rzeczy. Właśnie dlatego serdecznie polecam Jesteś cudem autorstwa Reginy Brett. Przeczytałam jednym tchem i Tobie też polecam! :)

 

 

Maria z https://mamopoczytajsobie.blogspot.com/

Najlepsza książka na jesień, to taka, która za szybko się nie kończy. Polecam Sagę Rodu Canterdorf Krystyny Mirek. Powieść swoją fabułą delikatnie przypomina książki Jane Austen, ale jest zdecydowanie lżejsza w odbiorze. Tajemnica, intrygi, zauroczenie i wielka miłość. Tajemnica zamku, Cena szczęścia i Prawdziwa miłość wszystkie trzy tomy tworzą spójną całość, nie sposób oderwać się od tej historii, która umili czas podczas dłuższych jesiennych wieczorów. 

Ines de Castro ze Świata Książkoholiczek  

 

Moim zdaniem najlepszą książką na jesień jest Grimm City. Wilk!. Jest to niezwykle mroczny i klimatyczny kryminał noir polskiego autora, Jakuba Ćwieka. Świat przedstawiony jest inspirowany podziemiem amerykańskim lat 20. i 30. oraz baśniami braci Grimm. Akcja toczy się z ciemnych zaułkach, spelunach a w Grimm City ciągle pada czarny, tłusty deszcz. Jest to znakomita pozycja na jesienne, deszczowe wieczory, bo taka pogoda sprzyja zagłębieniu się w tę niesamowitą opowieść.



Czy któryś z powyższych tytułów wpadł Wam w oko? A może sami dodalibyście coś od siebie? Piszcie! :)

piątek, 22 września 2017

Wywiad z Konstancją Nowicką


W ten bardzo jesienny i deszczowy dzień zapraszam Was na ciepłą rozmowę z Konstancją Nowicką. Autorską książki Trup na trzepaku.

Skąd pomysł na napisanie książki?

Pomysł po głowie krążył od zawsze, zawsze lubiłam czytać i pisać tylko... nie było oddechu w życiu na tyle, żeby do pisania oczyścić głowę i nadać myślom słowa. Nastał oddech – druga ciąża, drugi macierzyński – najcudowniejszy czas w życiu. Można się dziwić – wiem że czasami urlop macierzyński nie ma nic wspólnego z “urlopem” – powinien się raczej nazywać “ciężkie dwudziestoczterogodzinne prace fizyczne i umysłowe - płacy brak”. Jednak u mnie tym razem było inaczej. Moje przejęcie i przerażenie macierzyńskimi sprawami było mniejsze i samo to dawało dużo spokoju i luzu. Poza tym jestem lekarzem, gorzej – jestem lekarzem w Polsce – jesteśmy przez lata dostrojeni do pracy w niedoczasie, rozdwajania się i bycia w kilku miejscach na raz i nagle – czas mi się pojawił – oj nie byłabym sobą gdybym go nie wykorzystała! Tak właśnie z drugim dzieckiem narodziła się pierwsza moja książka.

Dlaczego właśnie ten gatunek: lekki kryminał w połączeniu z powieścią obyczajową o pięknej przyjaźni?

Gatunek wybrałam, bo taki lubię najbardziej, jest mi najbliższy. Poza tym pisałam dla siebie – dla przyjemności pisania, nie myśląc nawet czy skończę pisać, a co dopiero czy książkę wydam. W sumie tak się rozpisałam, bo sama byłam ciekawa zakończenia zagadki.

Jak spędza Pani wolny czas? (Pomijam oczywiście pisanie książek:)


Mam chyba za dużo hobby, ale jeśli zostawić mi odrobię wolnego czasu na pewno wymyśle jakieś następne. Uwielbiam pływać i jeździć konno – pasja i misja pomagania tym zwierzętom towarzyszyła mi od zawsze. Poza tym podróżuję na ile finanse pozwolą. Poznawanie, zwiedzanie nowych miejsc ładuje moje akumulatory, rodzinnie – ponieważ mam męża, dwoje dzieci, psa i kota – uwielbiamy rajdy terenowe (z tego miejsca pozdrawiam wszystkich na czterech łapach, na pewno opowiem o was w następnej książce). Poza tym jeżdżę na nartach, biegam, no i namiętnie leniuchuję z książką na plaży, o ile znajdę na to pięć minut oczywiście i plażę, bo książkę mam ze sobą zawsze i wszędzie.

W Pani powieści bardzo zafascynowała mnie onomastyka. Proszę powiedzieć dlaczego tak naprawdę tylko Antonina i przez chwilę Bizon oraz inspektor Boski- Męski występują pod swoimi prawdziwymi imionami, a reszta bohaterów zarówno pierwszo- jak i drugoplanowych nosi bardzo ciekawe pseudonimy?

Nie wiem. Tak przyszło mi do głowy po wyobrażeniu sobie postaci, pasowało i zostało. To chyba też rodzaj odsapki od zbyt dokładnego nazywania rzeczy, w moim zawodzie pewien rodzaj słownictwa i olbrzymia dokładność jest koniecznością, chciałam zrobić coś zupełnie innego. Onomastyka to też taki nawyk ze studiów – bywało ciężko, bywało dużo materiałów, było pierwsze zetknięcie z ciężko chorymi osobami, dziećmi, byli cudowni nauczyciele byli też hmmm mniej cudowni, nadawanie ludziom i rzeczom własnych synonimów pomagało, tworzyło tarczę, wypełniało brak elementu kreacji. Stąd też wśród wielu innych cystofiks – nie polecam sprawdzania czymże jest naprawdę.

Muszę się przyznać, że ogromnie zachwyciła mnie Bazylia. Jej doświadczenia są mi zupełnie obce, nie jestem matką, ale to co ta kobieta wyczynia, jak świetnie radzi sobie z trójką dzieci, jaką jest mistrzynią logistyki wpędziło mnie w osłupienie i niekłamany zachwyt. Czy Bazylia to Pani alter-ego? Czy jej doświadczenia zna Pani z autopsji?

Oj doświadczenia zdecydowanie z autopsji, a jako że dzieci rosną wór moich doświadczeń również się powiększa, często o zupełnie mi do tej pory nie znane uczucia, sytuacje i pomysły, a dziecięca wyobraźnia nie zna granic. I to nie jest slogan ani po prostu mdłe stwierdzenie, to jest groźba. Tak na prawdę w każdej z moich postaci jest odrobina mnie – moje alter- ego, odrobina życia, odrobina znajomych, przyjaciół i szczypta imaginacji , tak je pięknie zmiksowałam, a one potem mnie zaskoczyły i zaczęły sobie same żyć własnym życiem w tej książce, niejednokrotnie mnie zaskakując.

Równie mocno zachwycił mnie obraz małżeństwa Bazylii. To małżeństwo wręcz idealne i super zorganizowane. Czy nie kusiło Pani, żeby tego męża tak trochę zepsuć? Dorobić mu na boku jakąś kochankę albo wyposażyć w jakąś inną wadę?


Hmm niezły pomysł, może zepsuję go nieco w kolejnej książce? Choć ten mąż to też trochę z autopsji i proszę mi wierzyć, że jego zdecydowaną wadą jest posiadanie miliona zawsze bezwzględnie potrzebnych sprzętów elektronicznych niezrozumiałej konstrukcji, o której bez przerwy opowiada oraz niepewnym czasie i miejscu ich ataku – za to cel jest zwykle jasny i zwala żonę z nóg. 

Serdecznie dziękuję za rozmowę :)


czwartek, 21 września 2017

Córka wiatrów


Życie nie zawsze daje nam wybór. Czasem stawia nas przed faktem dokonamy i każe działać. Nie wybierać, po prostu reagować. Los, przeznaczenie, a może fatum? Od nas zależy tylko, czy z tej konfrontacji wyjdziemy z twarzą.

Tytuł: Córka wiatrów
Autor: Magdalena Kordel
Cykl: Wilczy dwór (tom 1)
Wydawnictwo: Znak

Konstancja to kobieta, której charakter zahartowało wiele przeciwności losu. Jestem panią wielkiego majątku, zarządza wieloma gospodarstwami, ale sama skrywa się w cieniu. Jej jedynym towarzystwem jest omistrzyni Pelasia. I kiedy jest już pewna, że nic nie zmąci spokoju na dworze, w jej progach staje Jan, była miłość Konstatacji. Szybko okazuje się, że przyczyną jego wizyty nie są tylko rzewne wspomnienia, ale sprawa życia i śmierci. A jakby tego było mało, wraz z nim przybywają problemy. Dwór jest zagrożony. Czy samotna kobieta stawi czoła kolejnym kłopotom? Czy tym razem los pokona kobietę, a może na nowo otworzy ją na życie?

Wilcza córka to książka inna niż te, które do tej pory wyszły spod pióra autorki. Pani Magdalena Kordel brylowała w powieściach obyczajowych, których akcja rozgrywała się we współczesności. Tym razem jest inaczej. Fabuła Wilczej córki odbywa się w przeszłości, w XIX wiecznej Polsce, a klimat przesycony jest archaicznymi zwyczajami i przestarzałą etykietą. Ten zabieg z pewnością spodoba się wszystkim miłośnikom retro.

Interesująca jest też sama główna bohaterka. Konstancja to kobieta silna, samodzielna, bystra i... w średnim wieku. Gdy uzmysłowiłam sobie te ostatnią cechę, byłam w szoku. Może dlatego, że Pelasia strofuję swoją panią jak małą dziewczynkę, ale dość długo myślałam, że mowa o młodej dziewczynie. Ta kobieta szaleństwa dorastania ma już za sobą, jednak wiemy o nich niewiele. Przeszłość tej postaci jest jedynie sygnalizowana, a szkoda, ponieważ bez wątpienia była ona burzliwa.

I czas na kolejne zastrzeżenie wynikające z przyjętej konwencji. Przywykłyśmy do tego, że w powieściach obyczajowych miłość jest bardzo ważnym elementem. Tym razem, przynajmniej w pierwszej części, romans to niedopowiedziane wspomnienie, a uczuciem obdarza się wiele osób, ale nie „tego jedynego”. Mamy XIX wiek, szanującą się damę w średnim wieku, nie liczcie na sceny rodem z Seksu wielkim mieście, ani nawet Downton Abbey. Konstancja się szanuje... i kropka!

Co więc będzie się działo? Poznacie sporo sekretów zarządzania starą posiadłością, weźmiecie udział w wymierzaniu sprawiedliwości, a nawet w pojedynkach. Czego mi w tej książce zabrakło? Hm... odrobiny polotu, lekkości i dynamiki. Niektóre sceny trwały zdecydowanie zbyt długo, kurtuazyjne rozmowy ciągnęły się w nieskończoność, a Pelasia, która na początku śmieszyła, w zdecydowanej większości scen plotła trzy po trzy. Bardzo doceniam chęć oddania klimatu, jednak często przysłaniał on sedno sprawy, a bohaterzy czekali wiele akapitów, zanim przedstawili to, o co naprawdę im chodziło.

Ciekawym aspektem powieści było rozbudowanie fabuły na legendzie. Autorka zgrabnie poprowadziła ten temat i wplotła go w kilka wątków. Z przyjemnością czytałam te fragmenty i szukałam nawiązań do nich.

Córka wiatrów to powieść dobra, chociaż nie genialna. Coś między nami nie zaiskrzyło. Ponieważ jednak czuję, że w powietrzu wisi ciekawa intryga, a tajemnice przeszłości dopraszają się o prawo głosu, mam nadzieję, że drugi tom ruszy z kopyta. Tymczasem pozostaje wierna bardziej współczesnym powieścią obyczajowym autorki.


wtorek, 19 września 2017

Jutro będziemy szczęśliwi


Tak często odkładamy nasze szczęście na później. Bo jeszcze nie teraz, jeszcze tylko jeden dzień, miesiąc, rok. Wciąż zapominamy o tym, że jutro zależy od... dziś. Że właśnie teraz, w każdej chwili, należy o nie zabiegać. To jak? Jutro będziemy szczęśliwi?

Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Zuza zatrzymała swoje życie trzy lata temu. Właśnie wtedy ostatni raz była szczęśliwa. Miała wszystko, kochających rodziców, wspaniałego chłopaka, żyła w miasteczku, które uwielbiała. Aż pewnego dnia jej ukochany Adam zniknął bez słowa. Po prostu wyjechał, opuścił Zuzę nawet nie informując o powodach rozstania. Dziewczyna nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Teraz, trzy lata później, jest gotowa ruszyć do przodu. Tymczasem do miasteczka wraca... Adam. Czy uda mu się odzyskać serce dziewczyny? Czy wyjawi jej prawdę? A może Zuza nie będzie już chciała wrócić do przeszłości, obojętnie jak była piękna?

Ta książka wywołała we mnie tyle emocji, że nawet kilka dni po jej przeczytaniu ciężko mi zebrać myśli. Po pierwsze, jest to bardzo romantyczny tytuł. Historia w nim opowiedziana urzeka delikatnością, ale też niezwykłą intensywnością uczuć. Miłość i jeszcze raz miłość. To ona jest głównym tematem, oszałamia zmysły, łamie serca i boli, ale też leczy i nadaje sens życiu. Oczywiście na pierwszy plan wysunięte zostało uczucie łączące głównych bohaterów. To jednak nie wszystko. Wiele dobrego dzieje się też w tle, między innymi postaciami. Ich relacje są bardzo różne, zawsze jednak niezwykle piękne.

"A może przyszłości nie da się zmienić, bo ona już się wydarzyła, tylko my jeszcze do niej nie dotarliśmy? Kiedyś staniemy butami na jej linii startu i wciąż będziemy dążyć do alternatywnej mety, która tak naprawdę nie istnieje, i nigdy jej nie będzie, bo nie posiadamy żadnego prawa wyboru. Może rodzimy się z zapisanym scenariuszem życia, którego nie można już zmienić; został włożony do naszego osobistego, niewidzialnego nieśmiertelnika, który każdy z nas zawsze nosi przy sobie"?

Tak jak już wspomniałam, miłość ma niejedno oblicze, a niektóre jej twarze, zamiast dawać szczęście, ranią. Te emocje równie silnie oddziałują na czytelnika. Autora niezwykle subtelnie wprowadza nas w niesamowite meandry uczuć. Za pomocą prostych słów porusza czytelnika, na zmianę wzruszając i doprowadzając do śmiechu. Ta powieść jest niczym lek na chandrę, przez trudne emocje i bolesne sytuacje, daje nadzieję na lepsze jutro.

Ale ta powieść to nie tylko wywód o tym, co w życiu najważniejsze. To również, a nawet przede wszystkim, wartka akcja. Nie lubię, kiedy bohaterki książek jedyne wzdychają i użalają się nad sobą. Zuza, chociaż targana wieloma emocjami, to dziewczyna, która działa i walczy o swoją przyszłość. Nie sposób jej nie polubić. Ma charakter, ale przede wszystkim potrafi zatrzymać się i docenić w ludziach dobro. Tego najbardziej mi brak w otaczającej mnie rzeczywistości. W czasach, gdy wszyscy pragną wyjechać do dużego miasta i szukają szczęścia w pubach, fajnie jest przeczytać o bohaterce, która inaczej patrzy na świat. A co do Adama... co do niego mam mieszane uczucia. Raz bywał idealny, innym razem zachowywał się nieracjonalnie. Czasem jego zachowanie było dla mnie niezrozumiałe. Oj nie zdobyłby moich względów :)

Świetnym zabiegiem było z kolei przedstawienie historii dwutorowo. Nie tylko poznajemy fabułę z dwóch perspektyw, Zuzy i Adama, to również stopniowo zgłębiamy ich przeszłość. Te fragmenty pojawiają się co jakiś czas i wyraźnie odznaczają się od reszty historii. Dzięki stopniowemu coraz lepiej poznajemy łączącą ich relacje i coraz bardziej wczuwamy się w klimat powieści, który jest... magiczny.

Jutro będziemy szczęśliwi to książka, która pochłonęła mnie bez reszty. Oczarowała miłosną historią i zabrała w świat pełen najróżniejszych emocji. Przede wszystkim jednak zachwyciła mnie przesłaniem. Ta piękna historia o przebaczeniu i potrzebie kochania, za pomocą intrygującej fabuły, pokazuje nam jedno, warto wierzyć, że jutro będziemy szczęśliwi.



Miasto zmęczone życiem




Czy wyobrażacie sobie miasto tak gęste od smogu, że nie sposób nocą dostrzec księżyca? W którym deszcz nie tylko moczy ubranie, ale też brudzi wszystko czarną ropą? Nie wspominając o przestępczości. Tutaj czarne jest nie tylko powietrze, ale też serca wielu mieszkańców. Czy życie w nim to męka, wyzwanie, a może... fascynująca opowieść?

Tytuł: Grimm City
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: SQN

Zaczyna się kolejny, ponury dzień. Miasto huczy o serii podejrzanych morderstw. Tym bardziej bezsensownych, że ich ofiarami stali się zupełnie przypadkowi taksówkarze. Strach, niczym cień, naznacza mieszkańców. Dzień jak co dzień... Kolega Alfiego jest taksówkarzem i pech chce, że akurat tego dnia ciężko choruje w ich wspólnej łazience. Nie ma innego wyjścia - prosi współlokatora o zastąpienie go w pracy, na co ten niechętnie się zgadza. Obiecuje sobie, że będzie ostrożny, podrzuci kilku spokojnych klientów i szybko wróci. Wszystko idzie jak po maśle, prawie... Bo gdy zadowolony z siebie wchodzi do mieszkania, okazuje się że jego kolega wcale nie jest mu wdzięczny. Może dlatego, że właśnie siedzi w kałuży własnej krwi, a z głowy zwisa mu skalp. I jest poważny, śmiertelnie...

Jakub Ćwiek lubi przekomarzać się z Czytelnikiem. Tym razem zatytułował swoją książkę Grimm City (nawiązując do baśni braci Grimm), a następnie zaczepnie dodał „przyznaj, spodziewasz się baśni”. Początkowo sądziłam, że chodzi o Kłamcę i ostentacyjne zamanifestowanie, że tym razem Czytelnik ma spodziewać się czegoś innego. Rodzaj działania, które ma na celu uniknięcie zaszufladkowania. Im bardziej zagłębiałam się w losy ponurego miasta i jego pokrętnych mieszkańców, tym bardziej rozumiałam drugie dno tego zapisu. Powieść nie tylko nawiązuje do baśni. Ona na nich wyrasta, podnosząc je do rangi religii. Grimm city jednak daleko do bajkowego klimatu. W książce dominuje mroczny klimat, nawiązujący do twórczości braci Grimm. Ten zabieg jest dla Czytelnika sygnałem, że w powieści „poukrywano” kilka „smaczków”.

Kto jest głównym bohaterem tej opowieści? Miasto, zdecydowanie! Opisane zostało szczegółowo, z pomysłem, a przede wszystkim rozmachem. Łatwo zapomnieć, że takie miejsce nie istnieje. Nazwy dzielnic, lokali czy budynków, brakuje już tylko imion dla mijanych kamieni. Autor opowiada o Grimm City tak dokładnie, jakby się tam urodził. Poza samą topografią, zachwycił mnie rozmach, z jakim zaprezentowano relacje między warstwami społecznymi. Polityka, religia, prawo lub jego brak. W tej układance wszystko się zazębia, co rusz powodując zgrzyt. I niejeden wystrzał z pistoletu.

Z takim tłem dla swojej zagadki muszą się zmierzyć tutejsi policjanci. Do serii morderstw przypadkowych cywilów i taksówkarzy dochodzi kolejne, które przelewa szalę goryczy. Ofiarą „nowego gracza” pada jeden z głównych funkcjonariuszy policji. Ceniony przez media, ale też... przestępców. Kto za tym stoi? Tym razem Jakub Ćwiek proponuje nam mroczny kryminał osadzony atmosferą w amerykańskim półświatku przestępczym z lat dwudziestych i trzydziestych. I da się to odczuć. Czytelnikowi szybko udziela się nastrój bohaterów - zmęczenie ciężką rzeczywistością czy rozczarowanie bezkarnością kryminalistów.

Liczne opisy, świetnie oddające Grimm City i jego bohaterów, mają też swoje minusy. Spowalniają akcje, która w kryminałach powinna być wartka i utrzymująca napięcie. W tym przypadku niestety tak nie było. Książkę czytałam dłużej, niż zazwyczaj powieść tej objętości. Ciężko mi było skupić uwagę na akcji, ponieważ bardzo rzeczowe opisy przekazywały mi za dużo informacji. Z jednej strony dowiedziałam się sporo o wykreowanym świecie, z drugiej często traciłam zainteresowanie głównym wątkiem. Gdy po ponad trzystu stronach przeczytałam, że od początkowych wydarzeń minął mniej niż tydzień... nie mogłam uwierzyć. Nigdy nie byłam zwolenniczką rozwlekłych opisów i to chyba było dla mnie największe utrudnienie. Może to typowo męska literatura? Dla mnie za dużo faktów, za wiele informacji, za mało akcji...

Od tego schematu odbiegało kilka retrospekcji, które pozwalały nam lepiej poznać głównych bohaterów. Wspomnienia z przeszłości, opowieści z życia prywatnego, te fragmenty czytałam nie tylko z zainteresowaniem, ale dużą przyjemnością.

Zapoznając się z wcześniej opublikowanymi recenzjami dowiedziałam się, że w książce za często pojawiają się brutalne opisy. Po części się zgadzam, chociaż bynajmniej nie chodzi mi tutaj o przemoc. Bohater, jak każdy inny człowiek, czasem do toalety chodzi, czasem się pochoruje, ale żeby opowiadać o tym z takimi szczegółami... Nie jest to ani interesujące, ani niezbędne. Nie poczułam się zniesmaczona, nie przeszkadzałoby mi to nawet podczas obiadu... nie rozumiem tylko, po co? Mi wystarczy informacja, że bohater z obrzydzeniem zatkał sobie nos wchodząc do publicznej toalety. Naprawdę potrafię się domyśleć, jakie zapaszki nie przypadły mu do gustu. Naprawdę!

Na tle ponurego miasta bardzo ciekawie prezentują się bohaterowie. Nie, żeby byli czyści! Tak, jak i Grimm City, umorusani są mniejszymi lub większymi podłościami. Przeszłość ciągnie się za nimi ogonem, nie raz wychodząc w najmniej oczekiwanym momencie. Te rysy niedoskonałości nadają im wyczekiwanej przez czytelnika wiarygodności. Z ich ust i w ich myślach padają też świetne teksty. Wielka szkoda, że tak mało!

Na końcu warto wspomnieć finał, który okazał się świetnie przemyślaną zagadką. Pocieszające jest, że nie tylko Czytelnik był cały czas wodzony za nos. Finał powieści zamyka dużą ilość wątków, ale nie wszystkie. Kluczowy wciąż pozostaje otwarty, stanowiąc furtkę dla drugiej części. I chociaż jest to popularny zabieg, wolę, gdy tomy zawierają samodzielne historie. Bo teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny!

Jestem bardzo empatycznym odbiorcą. Czytając o mieście zmęczonym życiem, przepełnionym bezsilnością, przesiąkniętym smogiem, szybko sama zaczynam się „dusić”. I może właśnie to wpłynęło na mój całościowy odbiór książki. Bo chociaż fabuła była ciekawa, bohaterowie zdobyli moją sympatie, a wykreowany świat to kawał dobrej roboty, za nic nie mogłam czytać jej nieprzerwanie. To zupełnie inny sposób narracji niż ten do którego przyzwyczaiłam się czytając inne książki autora. Coś nowego! Powiew świeżości w wydaniu wiatru niosącego dym i ciemność. Odważysz się za nim podążyć? Z pewnością gdzieś pod ręką jest Latarnik. Ale czy nie powinieneś się go bać? To w końcu kryminał i to do tego bardzo niebezpieczny.

poniedziałek, 18 września 2017

Liberty. Jak zostałam szpiegiem


Gdy myślę o tej książce, pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy to... „kozacka”. Liberty. Jak zostałam szpiegiem to powieść niepodobna do żadnej, którą wcześniej czytałam. Narracja, bohaterka, zwroty akcji... po prostu... wow!

Tytuł: Liberty. Jak zostałam szpiegiem
Autor: Andrea Portes
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Świat nie zawsze jest pięknym miejscem. Rzeczywistość nie raz brutalnie pozbawia nas złudzeń oraz poczucia bezpieczeństwa. Są jednak również tacy, dla których wprowadzanie dobra to cel nadrzędny. Do takich ludzi należeli rodzice Pagie. Należeli, ponieważ na granicy turecko-polskiej zaginął po nich ślad. Kilka miesięcy później życie dziewczyny nabiera tempa. Tajne służby rekrutują ją na szpiega. Bo Pagie poza tym, że jest nieprzeciętnie inteligentna, włada pięcioma językami, powala w walce, to również... „rozbraja” ciętym językiem. Czy ta mieszanka wybuchowa wystarczy, by wykonać misję w Moskwie? Jedno jest pewne, Pagie zrobi wszystko, co pomoże jej odzyskać rodziców.

Przede wszystkim narracja, zakochałam się w niej już po kilka akapitach. Pierwszoplanowy monolog prowadzony przez główną bohaterkę nie raz doprowadził mnie do wybuchów śmiechu. Uwielbiam tę dziewczynę. Jest bystra, sarkastyczna i niesamowicie dowcipna. Nie często zdarza się, by główna bohaterka rozmawiała z czytelnikiem. A Pagie nie tylko ucina sobie pogawędkę, ona też potrafi ponabijać się ze swojego widza i nie raz wprowadzić go w maliny. A najlepsze jest w tym to, że robi to całkowicie jawnie i szczerze. Niektóre elementy historii specjalnie przemilcza i jeszcze wprost nas o tym informuje! Skandal? Zaskoczenie? To też, ale przede wszystkim świetny zabieg, który rozłożył mnie na czytelnicze łopatki.

Sama akcja to intrygujące połączenie powieści młodzieżowej i historii szpiegowskiej, z mocnym akcentem na to pierwsze. Bohaterka z równą gracją walczy ze złymi tego świata, co pokonuje życiowe rozterki. A wszystko to z pewnym przymrużeniem oka. Muszę Was ostrzec. Nie należy podchodzić to tej książki zbyt poważnie. Sama Pagie tego nie robi. W Liberty nie znajdziecie poradnika jak zostać szpiegiem ani jak odnaleźć miłość życia. Nie dowiecie się nic o tajnych ciosach karate czy zakładaniu podsłuchów. Ta historia bardziej przypomina amerykanki serial, w którym dużo się dzieje, kule lecą w każdą stronę, ale gdyby poddać to wszystko szczegółowej analizie okazuje się, że to po prostu... efekty specjalne. Ale za to jakie! Na mnie zrobiły ogromne wrażenie.

Fajne jest to, że główna bohaterka to dziewczyna „z jajami”. Na każdy temat ma swoje zdanie i nie brak jej werwy. Ma też kilka swoich słabości, jak ekologiczne podejście do życia czy amerykańska tożsamość narodowa. Pomimo tego, że większość tematów to dla niej pretekst do kąśliwych uwag, do tych podchodzi ze śmiertelną powagą. I to również daje komiczny wydźwięk. Bo przy całym swoim niesamowitym zaawansowaniu w tysiącu niecodziennych dyscyplin, wciąż pozostaje odrobinę nieporadną nastolatką.

Jak przystało na każdą poważną obyczajówkę, również i tutaj pojawia się... motyw miłosny. Całe szczęście i ten wątek poprowadzony został nie do końca poważnie, a dzięki temu również niestandardowo. Tym razem nie będzie o uczuciu na śmierć i życie, nie pojawią się również dylematy eksponencjonalne, ale jednak... ujawni się romantyczny klimat, który skieruje akcje w nieoczekiwaną stronę.

Liberty to powieść, którą przeczytałam błyskawicznie i miałam przy tym wiele frajdy. Nie była poważna, nie była naukowa, a jednak... zagwarantowała mi wiele godzin rozrywki. Tak dobrze dawno się nie bawiłam, a jeszcze dawniej nie czytałam książki niepodobnej do niczego innego. Jak dla mnie... bomba!


Hiszpania

Kto nie marzy o zwiedzeniu Hiszpanii? Kraju pełnego temperamentu, melodyjnego języka, pysznego tapas czy błędnych rycerzy. Jak dobrze byłoby zagubić się w tych uliczkach, odkryć na nowo to, co dla nas nieznane, a dla Hiszpanów tak bliskie. I zwiedzać, chłonąć, podziwiać... Jeśli jednak chcecie wykorzystać ten czas najlepiej, jak tylko się da, warto sięgnąć po sprawdzony przewodnik! Jaki? Tym razem stawiam na profesjonalistów.

National Geographic to prawdziwy ekspert z zakresu podróżowania. Tym razem we współpracy z Burdą powstała seria wyjątkowych i niepowtarzalnych przewodników. Po zrecenzowaniu Londynu zabieram Was na wycieczkę po magicznej Hiszpanii.

Wydanie, które trzymam w dłoniach to przyjemność sama w sobie. Błyszczący papier jest niezwykle efektowny i delikatny w dotyku. Stanowi też świetną bazę pod zachwycające fotografie. Ich przeglądanie zaraża nas pasją do nowego kraju. Już na etapie planowania ma się ochotę rzucić wszystko i ruszyć w drogę. Ciekawym dopełnieniem estetyki są zaokrąglone rogi, które stanowią cechę charakterystyczną całej serii. Jakość ma jednak swoją cenę, ale nie w złotówkach, a kilogramach. Porządny papier swoje waży, dlatego wyraźnie odczujemy jego obecność w plecaku.

Kolejną cechą charakterystyczną dla serii jest rozpoczęcie przewodnika od rozdziału „Marszruta”. Dowiadujemy się w nim jak najlepiej zwiedzać dany kraj, czy wybrać się samochodem, czy raczej zainwestować w transport publiczny. Następnie dostajemy propozycję tygodniowego zwiedzania oraz wskazówki, co uwzględnić w swoich planach, gdy mamy więcej czasu. Taka ściągawka to świetna pomoc dla kogoś, kto pierwszy raz wylądował w danym miejscu. Z pewnością uwzględnię ją podczas moich wojaży. Kolejnym praktycznym dodatkiem jest też umieszczenie mapy Hiszpanii na początku i metra na końcu książki. Tak jak już wspomniałam, NG to ekspert i wie, czego nam podróżnikom do szczęścia potrzeba.

Poszczególne rozdziały to przede wszystkim konkretne regiony. Odkryjemy w ich, co koniecznie musimy zobaczyć. Nie są to jednak same suche fakty. Hiszpania opisana została w sposób intrygujący i zachęcający. Malownicze krajobrazy, zachwycające budynki, to wszystko sprawia, że prawie czujemy się jakbyśmy byli na miejscu. Nasza wyobraźnia ma do dyspozycji piękne fotografie. Umysł zaś może bacznie analizować mapki i adresy. Tak! Na marginesach książki zamieszczono dane, takie jak lokalizacje, strony internetowe czy numery telefonu.

Podobne informacje znajdziemy również w ostatnim rozdziale zatytułowanym „rady praktyczne”. Dowiemy się z niego m.in. kiedy jechać, co ze sobą zabrać i gdzie przenocować. Spis hoteli nie zawiera co prawda konkretnych stawek, ale odwołuje się do stworzonej przez siebie klasyfikacji cen i jakości (wyrażonej w liczbie dolarów i gwiazdek). Dzięki temu każdy znajdzie coś dla siebie. Dla miłośników umieszczono również spis targów i sklepów.

Hiszpania to jednak nie tylko same opisy tras turystycznych. Drugi rozdział zawiera cenne informacje, dzięki którym odnajdziemy się w tym kraju nie tylko w sensie geograficznym. Poznamy historię, kulturę, sztukę, kulinaria i liźniemy odrobinę ze współczesności.

I być może moje zachwyty nie miałyby końca, gdyby nie pewien minusik tej pozycji. Wyspy Kanaryjskie stanowią element Hiszpanii, jednak napisano o nich bardziej z obowiązku niż w celu rzeczowej analizy. Każdej z wysp poświęcono ok. dwie strony i opis tam zawarty może zainteresować, ale nie jest wystarczający w trakcie zwiedzania tych regionów.


Czy warto zwiedzić Hiszpanię? Bez wątpienia! Jedyne, czego nie warto, to robić tego na ślepo. Dlatego z całego serca polecam przewodnik wydany przez wydawnictwo Burda i National Geographic. Bo chodzi nie tylko o to, by zobaczyć, ale też poczuć.  


Za przekazanie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Burda Książki :)

piątek, 15 września 2017

Wrześniowe zapowiedzi cz. 2


To już mamy drugą połowę września? Jak to możliwe? I czemu? Czyżby nadchodził koniec lata? Nie bójcie się, żeby osłodzić Wam te ciężkie dni przewidujemy dla Was wyjątkowo konkursowe pożegnanie :) Bądźcie czujni! Ale na razie... czas na zapowiedzi.

Tytuł: Oskarżenie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta strona
Data premiery: 27.09.17

Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę "Solidarności" były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi... Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim...

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć
Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo:OMG Books
Data premiery: 27.09.17

"Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią. "

Dominika budzi się po kilku dniach. Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić. Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie. Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała. Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem...

Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę.

Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać? I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?

Tytuł: We dwoje
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Data premiery: 27.09.17

32-letni Russell Green ma wszystko: wspaniałą żonę, uroczą 6-letnią córkę, prestiżową posadę dyrektora reklamy w dużej firmie oraz wygodny dom w Charlotte. Jego życie przypomina piękny sen, a szczęście skupia się wokół jego miłości, Miriam. Ale na lśniącej powierzchni idealnej bańki mydlanej zaczynają pojawiać się rysy...

Ku rozpaczy i zaskoczeniu Russa, jego życie niespodziewanie wywraca się do góry nogami. W ciągu kilku miesięcy traci żonę i pracę. Musi zająć się córką i zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Przyjdzie mu zmierzyć się z nieznanym, pokonać własne słabości, sięgnąć po umiejętności, z których nigdy nie korzystał. Czeka go wielki emocjonalny test, ale też... niespodziewana nagroda.

Tytuł: Zanim wstanie dla nas słońce
Autor: Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 27.09.17

Opowiem ci moją historię. Ale proszę, nie oceniaj mnie. Wiem, co zrobiłam, jednak nie mogę cofnąć czasu.

Stefania jest położną, która kocha swoją pracę. Zawodowe zajęcia angażują ją na tyle mocno, że nawet nie zauważa, kiedy mąż i córka oddalają się od niej. Ona sama z kolei coraz bardziej zbliża się do doktora Wojdara. Romans z lekarzem uruchamia lawinę złych wydarzeń. Gdy córka Stefanii, Liwia, dowiaduje się o romansie matki, wpada we wściekłość i wyjeżdża na wieś. Tam spotyka Filipa, z którym zachodzi w ciążę. Życie Liwii diametralnie się zmienia, a w trudnych chwilach wspiera ją matka. Asystuje przy porodzie córki, popełnia jednak kardynalny błąd, który zaważy na życiu wielu osób...

Niekiedy miłość opowiada nam swoją własną, smutną historię, a płomienny romans, który miał przynieść odmianę, okazuje się iluzją. Jednak za popełnione błędy trzeba zapłacić i choć czasu nie można cofnąć, to jednak przy odrobinie dobrej woli losowi można nadać nowy bieg. Bo przecież na szczęście nigdy nie jest za późno.

Tytuł: Lustereczko powiedz przecie
Autor: Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 27.09.17

"Zostać bohaterem powieści kryminalnej? Zaskakujące i ekscytujące! Tak, jak i książka!"
Rafał Maślak, Mister Polski

Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku... 

"Lustereczko, powiedz przecie" to drugi tom przygód Róży Krull i dwójki jej przyjaciół, a zarazem współpracowników – menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Tym razem w rozwiązaniu zagadki kryminalnej pomaga im też sam Mister Polski, Rafał Maślak.



Tytuł: Uwiedź mnie
Autor: Abbi Glines
Wydawnictwo: Pascal
Data premiery: 27.09.17

Jason nie chce żyć w cieniu swojego brata, Jaxa, gwiazdy rocka. Ucieka więc do Sea Breeze w Alabamie, by zerwać z dotychczasowym życiem i znaleźć zasłużony odpoczynek. Jednak spotkanie niegrzecznej dziewczyny, znanej w okolicy ze swoich kontrowersyjnych zachowań, nie było w jego planach... 

Jako nowa para w Alabamie cieszą się namiętną zabawą, zapominając o dotychczasowych problemach. Do czasu, gdy Jason przekonuje się, że Jax nie jest jedyną osobą, która potrafi zniszczyć mu życie.





Tytuł: Władca cieni
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 27.09.17

Życie Nocnego Łowcy to życie w pętach powinności. W więzach honoru. Świat Nocnego Łowcy to świat uroczystych przysiąg, a nie ma ślubów świętszych niż te łączące parabatai – wojowników-partnerów, którzy mają razem walczyć i razem ginąć, lecz nigdy, przenigdy nie wolno im się zakochać. 

Emma Carstairs odkryła, że miłość odwzajemniona przez jej parabatai, Juliana Blackthorna, jest nie tylko zakazana, lecz także śmiertelnie niebezpieczna: może zniszczyć ich oboje. Wie, że powinna uciec od Juliana, lecz jakże miałaby to zrobić, gdy Blackthornom ze wszystkich stron zagrażają wrogowie? Ich jedyną nadzieją jest Czarna Księga Umarłych, magiczny wolumin o ogromnej mocy. Wszyscy chcą ją dostać, ale tylko Blackthornowie są w stanie ją odnaleźć. Emma, jej najlepsza przyjaciółka Cristina oraz Mark i Julian Blackthornowie przybywają do Faerie – gdzie hulaszcze zabawy skrywają krwawe zagrożenie i żadnej obietnicy nie można ufać – by tam zawrzeć mroczny pakt z królową Jasnego Dworu. Tymczasem narastające napięcie między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi doprowadziło do wyłonienia Kohorty, grupy ekstremistów wśród Nocnych Łowców, którzy domagają się wprowadzenia obowiązku rejestracji Podziemnych i "niewygodnych" Nefilim. Zrobią wszystko, co w ich mocy, by ujawnić tajemnice Juliana i przejąć władzę nad Instytutem w Los Angeles. 

Kiedy Podziemni zwracają się przeciw Clave, pojawia się nowa groźba w postaci Władcy Cieni – króla Ciemnego Dworu, który wysyła swoich najlepszych wojowników z zadaniem wymordowania wszystkich, w których żyłach płynie krew Blackthornów, i przechwycenia Czarnej Księgi. Gdy mordercza pętla zaciska się wokół Juliana, ten opracowuje ryzykowny plan ratunkowy, którego powodzenie zależy od współpracy z nieprzewidywalnym nieprzyjacielem. Sukces może jednak mieć swoją cenę, której ani on, ani Emma nawet sobie nie wyobrażają; krwawy rachunek, który – być może – przyjdzie zapłacić wszystkim, których kochają.


Który z tytułów najbardziej przypadł Wam do gustu?
Pamiętajcie do nas zaglądać, bo już niedługo... moc konkursów :)


środa, 13 września 2017

Srebrny widelec


Życie czasem daje nam w kość. Niweczy nasze plany, pozbawia złudzeń. A marzenia? Je możemy sobie wcisnąć w kieszeń. Czy to znaczy, że nie są nic warte? Że lepiej o nich zapomnieć?

Tytuł: Srebrny Widelec
Autor: Wanda Majer-Pietraszak
Wydawnictwo: Muza

Srebrny widelec to wyjątkowe miejsce. Z pozoru zwyczajne, serwujące obiady domowe, a jednak na swój sposób magiczne i niepowtarzalne. Prowadzą go dwie kobiety, Antonina i Laura, obie są aktorkami... bez etatu. Zajmują się gotowanie i podawaniem do stołu, chociaż bynajmniej nie jest to ich pasją. A przy tym rozmawiają z klientami... i tak to się wszystko zaczyna.

Na początku powieści poznajemy skróconą historię życia obu kobiet. Dowiadujemy się, kim są i jakie dręczą ich problemy. Pomimo okładki, która sugeruje nam bardzo lekką fabułę, sytuacja kobiet jest nie do pozazdroszczenia. Zarówno na początku, jak i podczas całej powieści, poruszane tematy nie należą do trywialnych. I chociaż, przynajmniej jednak z bohaterek, potrafi podsumować wszystko ciętym komentarzem, nie umniejsza to w żaden sposób wagi poruszanych tematów.

Muszę przyznać, że sama początkowo dałam się zwieść. Najpierw okładce, bo chociaż jest piękna, kolorowa i wakacyjna, kryje mądrą powieść. Potem językowi, pełnemu żartów i cynizmu. Czytałam o sprawach ważnych i życiowych, ale lekki ton powieści odwrócił moją uwagę od najważniejszych problemów. Dopiero z biegiem akcji dotarło do mnie, jak bogaty bagaż emocjonalny niosą za sobą bohaterki. I chociaż cały czas miałam to na uwadze, mimo wszystko... nie potrafiłam się wczuć w ich sytuacje. Nie współczułam ich, coś zatrzymało moje emocje na wcześniejszym etapie, zwyczajnie nie udzieliły mi się ich uczucia.

Sam pomysł na Srebrny widelec jest świetny. Ponieważ prowadzę bloga o dość podobnej nazwie Przepisy na widelcu, od razu pomyślałam, że przypadnie mi do gustu. Cała historia ukryta w tym niepozornym przedmiocie dnia codzienne jest naprawdę ciekawa. Co więcej, wątek ten nie stanowi tylko tła, ale jest kontynuowany. Mylą się jednak osoby, które przypuszczają, że powieść będzie miała bogato rozwinięty temat... kulinarny. Tak, akcja dzieje się w jadłodajni, bohaterki gotują, ale... to tyle. To miejsce jest przede wszystkim puntem zwrotnym. Bezpieczną przystanią dla zbłąkanych duszyczek. Jednak samemu kucharzeniu nie poświęcono wiele uwagi.

Osoby, które lubią bardzo zróżnicowanych bohaterów, z pewnością będą zadowolone. Podczas czytania Srebrnego widelca czeka nas cała plejada charakterów. Każdy z inną osobowością, przeszłością, na odmiennym etapie życia. W zasadzie łączy je tylko ten osławiony punkt gastronomiczny. Dlatego w tej niepozornej objętościowo książce znajdziecie naprawdę dużo historii.

Srebrny widelec to klasyczna powieść obyczajowa. Prosta, lekka, przyjemna, optymistyczna, której akcja płynie spokojnie i leniwie, a zwroty akacji raz na jakiś czas zawracają jej bieg. Nie jest to tytuł, który trzyma czytelnika napięciu czy nie pozwala mu się oderwać od czytania. Jeśli macie ochotę odpocząć po ciężkim dniu i liczycie na powieść, która pozwoli Wam odetchnąć od pędu życia, sięgnijcie po tę powieść. Gdy jednak liczą się dla Was bardzo silne emocje, traumatyczne przeżycia, niespodziewane zwroty akcji, odłóżcie Srebrny widelec do książkowej „zastawy” i wróćcie do niego... w spokojniejszym nastroju :)


poniedziałek, 11 września 2017

Czereśnie zawsze muszą być dwie


Muszę się przyznać bez bicia. Do książek Pani Magdaleny Witkiewicz mam ogromną słabość. Czytałam już kilka i mam wrażeniem, że za każdym razem jest coraz lepiej. Coraz więcej humoru, bardziej intensywne emocje i przekaz, który na zawsze pozostanie w moim sercu. Po Czereśnie zawsze muszą być dwie sięgnęłam, więc z bardzo dużymi oczekiwaniami i... sprawdźcie sami.

Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia

Czasem wielkie zmiany zaczynają się od spraw pozornie tak zwyczajnych. Zosia to kobieta wrażliwa, przepełniona empatią i zaufaniem. Kiedy umiera jej wiekowa przyjaciółka, Stefania, nie posiada się z żalu i... zdziwienia. Bo właśnie stała się posiadaczką willi. Co prawda rozpadającej, ale jednak. Skąd emerytka posiadała taki budynek? Jaki sekret skrywała? Zosia będzie musiała nie tylko skonfrontować się z przeszłością, ale też problemami w związku. Z czasem przyjdzie jej na nowo zdefiniować takie proste słowa jak „miłość” i „przyjaźń”.

W książkach autorki bardzo lubię to, że jej postacie nie pojawiają się znikąd. Mają swoją przeszłość, historię, którą przeżywają z czytelnikiem, zanim rozpocznie się właściwa akcja. Tak jest i tym razem. Przed początkiem śledztwa w sprawie willi, poznajemy samą Zosię, jej dorastanie, przyjaźń ze Stefanią i życiowe decyzje. Wszystko, co ją ukształtowało i co pozwala nam zrozumieć jej późniejsze decyzje. Pojawia się też magia szerszej perspektywy. Przeczuwając, jak niektóre sprawy mogą się skończyć, patrzymy na rozwój wydarzeń trochę bardziej sceptycznym okiem, odrobinę bardziej cynicznym, bogatszym o późniejsze doświadczenia. Nie raz miałam ochotę powiedzieć... dziewczyno... co Ty się za nim tak uganiasz, wszystkie znaki na niebie i ziemi, wszyscy znajomi... A potem milkłam i zastanawiałam się, czy w moim własnym życiu wyglądało to podobnie. Czy patrząc z zewnątrz, również tak łatwo było przewidzieć skutki? A więc ten zabieg nie tylko budzi emocje, ale też daje do myślenia.

Cała historia dzieje się dwutorowo, na przemian poznajemy współczesne losy Zosi oraz historię, którą próbuje odkryć. I chociaż jesteśmy przed bohaterką o krok do przodu, wciąż wiemy mało, a pragniemy więcej. Główna zagadka, przeplatana zwrotami akcji, porywami serca, wielkimi namiętnościami, poruszyła moją wyobraźnią i wystawiła cierpliwość na próbę. Oj, niedane było tej książce długo czekać. Przeczytałam ją błyskawicznie.

Czereśnie przy okazji rozwoju biegu wydarzeń poruszają ważne kwestie. Nie zabraknie gorących miłości, wielkich przyjaźni, płonnych nadziei i historii, które nie zawsze kończą się happy endem, niezależnie od tego, jak bardzo czytelnik by tego pragnął. Są chwile, w których można się wzruszyć, ale zaraz potem uśmiać do łez. I właśnie to najbardziej w nich cenię, ogólny wydźwięk powieści, który jest bardzo pozytywny. Powieści Pani Magdaleny pozwalają Czytelnikowi otulić się ciepłym „kocem” dobrych myśli. Opowiadają o tym, że w życiu może nie wszystko nam się udaje, nie każdy plan da się zrealizować, ale nigdy nie należy przestać marzyć. I przekaz ten jest tak szczery, tak autentyczny, że nie sposób w niego nie uwierzyć.

Jeśli zaś chodzi o bohaterów Czereśni, to nie tylko Zosi poświęcono wiele stron. Wszystkie postacie pierwszoplanowe mają swoją historię, nie tak znowu oczywistą. Chociaż antypatia szybko się w nas budzi, autorka podejmuje próby, by wytłumaczyć nam niektóre, pokazać od innej strony. Częściowo się to udaje, a czasem... no niektórych typków nie sposób lubić. Zaprezentowanie nowej perspektywy dotyczy też bohaterów pozytywnych i chociaż moim zdaniem tytuł księcia z bajki pozostał nienaruszony, to jednak charakter tej postaci przestał być aż tak kryształowy. Powiecie... i co z tego? Każdy dokładnie opisuje głównych bohaterów. Ale nie tylko oni z każdą stroną zyskują na wyrazistości. Również postacie drugoplanowe mają swoje pięć minut oraz wiele stron, dzięki którym stają się dla nas osobami „z krwi i kości”, w pewien sposób nawet bliskimi.

Czereśnie zawsze muszą być dwie to ciepła, magiczna opowieść o życiu, miłości, o nadziejach, o codzienności... Poruszająca, a jednocześnie niezwykle pozytywna książka, która zachęca do tego, by żyć pełnią życia, zdobywać góry, spełniać marzenia, a czasem... zaryzykować wszystko w imię swojego szczęścia.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce.

czwartek, 7 września 2017

Wrześniowe zapowiedzi od MG

Co szykuje dla nas wydawnictwo MG na wrzesień? Sprawdźcie sami!                  

środa, 6 września 2017

Kolekcja pośmiertnych portretów - NOWOŚĆ



 Nie umknęła Wam ostatnio świetna książka fantasy (wręcz fantastyczna)? Jestem przekonana, że tak. Pod koniec sierpnia nakładem Novae res ukazała się Kolekcja pośmiertnych porterów. To pozycja idealna dla każdego miłośnika fantastyki. Bo przecież nie wszystko musi być takie poważne. Magia z przymrużeniem oka i barbarzyńca o wielkim sercu czekają na Waszą uwagę :)

Autor: Maciek Jakubski
Wydawnictwo: Novae res
Data premiery: 28.08.2017
Książka z naszą rekomendacją!

Koniec życia nie zawsze oznacza śmierć (no chyba że ktoś akurat odrąbał ci głowę toporem). Czasami można zatrzymać się gdzieś… pomiędzy. Taki stan ma swoje oczywiste plusy, ale też minusy, o czym przekonał się na własnej skórze Alkkenstan. Czarodziej, nie chcąc pogodzić się ze swoim nowym stanem, postanowił udać się po pomoc do dawno niewidzianego przyjaciela, którego profesja miała mu pomóc wrócić do świata (w pełni) żywych. Ta droga okazała się jednak znacznie dłuższa i trudniejsza, niż Alkkenstan początkowo sądził…
Chcecie wybrać się razem z nim w niezwykłą podróż, pełną wrażeń i niejednokrotnie czarnego humoru? Przyprawioną odrobiną innowacji, szczyptą krasnoludzkiego steampunku i krztyną karkonoskich legend? Odwróćcie książkę i otwórzcie ją na pierwszej stronie!

Magią i mieczem, a może sprytem i ciętym językiem? Autor walczy o uwagę czytelnika na wszystkie sposoby! Nieszablonowa akcja, zadziorni bohaterzy i ogromne pokłady... dobrego humoru! Kolekcja pośmiertnych portretów to jedna z najlepszych powieści fantasy, jakie ostatnio czytałam!

Dominika Róg-Górecka, przepisynawidelcu.blogspot.com/

Tu mnie znajdziesz

Copyright © 2015 Przepisy i książki na widelcu
| Distributed By Gooyaabi Templates